iPhone 4. GOT IT! First look. Photos !


Witam wszystkich czytelników w 2011 roku!

Jak udało Wam się wstrzelić w ten nowy rok z dwiema jedynkami na końcu? Ja przyznam, że miałem pod górkę i nie było łatwo, ale ostatecznie wszystko przebiegło po mojej myśli a nawet i troszkę lepiej. Mam nadzieję, że ten rok będzie taki sam jak poprzedni lecz bez rozczarowań i nerwów, bo przecież 2010 nie był taki zły nieprawdaż? Dobra, koniec wstępu, przechodzimy do głównego bohatera dzisiejszego wpisu.

Nowy telefon? No dobra, skoro nalegają…

Po świętach i Sylwestrze stałem się bogatszy o kilka groszy, coś sprzedałem, coś kupiłem i sprzedałem z zyskiem. Jak co dwa lata, przyszedł czas na wymianę telefonu, przedłużenie abonamentu i walkę o jak najlepszą dla mnie ofertę. Z kim? No oczywiście, że z Erą (już niedługo jako różowiutki T-Mobile). Stwierdziłem, że przesiadka z Omnii na telefon z klawiaturą to będzie jeden wielki krok w tył ponieważ przyzwyczaiłem się do ekranu dotykowego i znowu musiałbym się uczyć pisać na klawiaturze. Miałem w głowie wiele telefonów. Sony Ericsson Xperia X10, Samsung Galaxy S, Nokia N8 i iPhone 4. Wszystkie w porównywalnych cenach, jedynie iPhone 4 troszkę z nich odstawał. Oczywiście, jak to ja, musiałem pobawić się wszystkimi modelami przed wyborem tego jedynego. Na pierwszy ogień poszły X10 i Galaxy S. Obydwa z Aymbianem. Niby super system, zaczyna być powoli zauważany i wspierany przez producentów. Jednak to jeszcze nie jest to czego bym oczekiwał od takiego systemu, mógłby być trochę szybszy i przede wszystkim ładniejszy. Tak wygląd też ma dla mnie znaczenie nie tylko funkcjonalność i szybkość. Oprócz tego odrzucił mnie jeszcze brak jakiegokolwiek wyboru aplikacji na ten system, wiem, rozwija się i będzie wspierany, ja jednak wolałem coś sprawdzonego i zaufanego. Telefony z Amdroidem odpadły. O ile X10 jeszcze mi się jakoś podobał to w przypadku Galaxy S odrzuciła mnie wielkość całego telefonu. Szkoda, że nie mam tak długich kieszeni u spodni… Tymi dwoma urządzeniami bawiłem się w salonach. Kilka dni później dostałem do „usprawnienia” Nokię N8. Pomyślałem, że fajnie, dwa dni chyba wystarczą na poznanie telefonu. Nie myliłem się, pierwsze 20 minut dało mi do zrozumienia, że ten telefon nie jest dla mnie. W ciągu tych 20 minut, restartował się trzy razy, zacinał i restartował. W internecie przeczytałem, że jest wadliwa seria, być może to był ten ale nie chciałem ryzykować i po zapoznaniu się bardziej z tym telefonem także skreśliłem go ze swojej listy. Pozostał więc iPhone 4…

iPhone 4? Ale to drogi telefon jest…

Dziećmi wujka Jobsa miałem okazję bawić się od wersji 3G i już wtedy zrobiły na mnie ogromne pozytywne wrażenie. Modelem z numerkiem 4 mogłem się pobawić spokojnie gdyż można powiedzieć, że „jest w rodzinie” od jakiegoś czasu. Urzekła mnie jego delikatność, szybkość działania i wyświetlacz. W sumie wyboru nie było już żadnego, poza tym, jeżeli Galaxy S był dla mnie za duży, to Galaxy Tab tym bardziej (tak, też o nim myślałem) ale w końcu to już nie telefon tylko tablet. Po oswojeniu wszystkich z moją decyzją przyszedł czas oswoić z nią Erę. Zaczęły się negocjacje. Trwały trzy dni lecz zakończyły się pokojowo. Oczywiście nie zabrakło naciągania klienta i odciągania go od tego co chce zamówić w stronę mniej przydatnych i droższych rzeczy. Zaskoczyło mnie jedynie zdziwienie konsultanta gdy padło słowo iPhone 4. „iPhone 4 ? yyy… aa, ale przecież to drogi telefon jest… ja bym proponował….” oczywiście nie obeszło się bez większej „wiedzy” konsultanta, co dla mnie będzie lepsze, że Galaxy S, że Nokia N8 i inne. Przemilczałem i powtórzyłem. W końcu się udało wydrzeć od nich prawie 700 minut co miesiąc plus rozmowy z 3 osobami za darmo w abonamencie za 101zł (nowy VAT) i iPhona 4 za cenę równą1349zł. „Kurier przywiezie telefon i umowę w piątek/sobotę…”

„…Przesyłka o numerze DHLXXX została wysłana … jej stan możesz sprawdzić na Masterlink.pl…”

Taki SMS obudził mnie w sobotę, jak łatwo można si�� domyślić kurier nie zapukał do mnie ani w piątek ani w sobotę. W sumie przez tyle lat z Erą, przyzwyczaiłem się do tego. Ale od początku czułem, że coś jest nie tak, jakim cudem wysłali paczkę DHL’em a mogę sprawdzić jej stan na stronie DPD (Masterlink) ?! Oczywiście nijak nie dało się sprawdzić gdzie paczka się znajduje, mogłem tylko czekać. W poniedziałek z uśmiechem na twarzy otworzyłem drzwi i przekazałem kurierowi należne pieniądze i przeszedłem do odpakowywania paczki. Pudełko tekturowe standardowej wielkości, było słychać i czuć, że w środku jest coś małego. Gdy otworzyłem pierwsze pudełko na mojej twarzy pojawił się ogromny banan. Ujrzałem zafoliowane pudełko iPhona 4. Takie małe, że od razu przyrównałem go do tego z Omnii i szybko obliczyłem, że jest od niego niespełna 10 RAZY mniejsze.

Jak to aktywacja ?!

Po wyśmianiu wielkości obu pudełek przystąpiłem do wypakowywania zawartości z tego mniejszego. Ku mojemu zdziwieniu znalazło się tam wszystko co jest potrzebne aby uruchomić telefon i z niego korzystać w dzień powszedni. Cięcie kosztów przez Apple wydało mi się dziwne. Zredukowanie ilości kabli do minimum czyli jeden kabel do podłączenia telefonu z komputerem i do ładowania, metalowa blaszka przypominająca spinacz (do wyjmowania stelaża na kartę sim), instrukcje pisane czcionką numer 6 bądź 5, ściągi kiedyś pisałem większą… i zwykłe najzwyklejsze słuchawki z czymś w rodzaju pilota. Pierwsze wrażenie, mieszane, ale bardziej na plus. Negatywne emocje zaczynały do mnie przypływać od momentu włączenia tego cacka i ujrzenia napisu na ekranie: „Włóż kartę sim i przeprowadź aktywację telefonu!” Po co komu jakaś aktywacja, nawet M$ nic takiego nie wymyślił, no ale nic, stwierdziłem, ze można przecież włożyć tą kartę i… i w tym momencie sobie przypomniałem, że do tego telefonu wymagana jest karta MicroSim. Ogarnęła mnie zła energia lecz potrafiłem ją stłumić. Znalazłem w internecie opis, tutek, jak samemu dociąć zwykłą kartę do wymiarów microsim. Wszystko byłoby ok gdyby moja karta nie była tak stara. Okazało się, że mam za dużą blaszkę i musiałbym ciąć na styk co oczywiście nie wchodziło w grę. Załamałem się. Następnego dnia zamówiłem w Erze duplikat swojej karty w formie microsim i czekam. Tak jest, czekam już od ponad tygodnia ponieważ jak zwykle Era wysłała swojego kuriera przez Syberię. Zamówiłem ją w poniedziałek, i z każdym dniem ogarniała mnie coraz większa złość. W piątek nie wytrzymałem i kupiłem za 20zł starter z Orange.

iTłumok.

Po przeprowadzeniu aktywacji, która trwała zaledwie 10 sekund mogłem wziąć się za odkrywanie tajemnic iTunes. Największym minusem tego programu jest to… że trzeba go używać. Chcąc wgrać na telefon cokolwiek, muzykę, filmy, zdjęcia czy aplikacje, musimy zrobić to przez program iTunes co jak się za chwile przekonacie nie zawsze wychodzi tak jak byśmy tego chcieli. Ale najpierw optymistycznie. Z jednej strony to plus ponieważ możemy zrobić wszystko przy pomocy jednego programu. Mamy wszystko zsynchronizowane, umieszczone w jednym miejscu, z jednego miejsca możemy zarządzać całym telefonem. Wiadomości, muzyka, kontakty, aplikacje, zdjęcia, filmy, ect. Nie potrzeba do tego nic innego. Po synchronizacji telefonu z programem, iTunes ŻĄDA od nas stworzenia konta w sklepie AppStore. Nie byłoby w tym nic denerwującego bądź też dziwnego jeżeli można by było stworzyć Polskie konto nie podając informacji o karcie kredytowej, nie byłoby to też denerwujące z innego względu, mianowicie gdyby można było w ogóle bez problemów stworzyć Polskie konto. Nie wiem, może to mój pech, może ironia losu. Ja nie mogłem stworzyć Polskiego konta w AppStore bez rejestrowania karty kredytowej, mało tego, gdy już podałem mu te dane, nie mogłem przejść dalej bo… w sumie to dalej nie wiem czego od wtedy ode mnie chciał, podejrzewam, że zaznaczenia kropki przy ikonce VISA, której jak na złość tam nie było. Zdenerwowany stworzyłem w końcu konto w Ameryce, z którym nie było najmniejszych problemów. Zmieniłem również język programu na angielski, ponieważ polski był beznadziejnie przetłumaczony. Po pierwszym restarcie wszystko działało w porządku, wrzuciłem sobie trochę muzyki na telefon, pobrałem z AppStore kilka darmowych aplikacji i triali, wgrałem kilka tapet i bawiłem się pół nocy. O dziwo bardzo szybko mi ta noc zleciała, zdążyłem jeszcze pobrać kilka aplikacji poprzez AppStore dostępnego z poziomu telefonu, podłączyłem iPhona po raz drugi do komputera. Pobrałem na dysk kilka nowych tapet i zaznaczyłem kilka nowych albumów muzycznych do przeniesienia. Wszystko ładnie do momentu synchronizacji. Wyskoczył mi komunikat czy chcę usunąć X aplikacji (m.in. te pobrane przez telefon). Nacisnąłem oczywiście przycisk anuluj. Nic się nie stało. Kompletnie nic nie mogłem zrobić, nawet muzyki nie mogłem wgrać. Nawet przeniesienie zakupionych pozycji z telefonu do iTunes nie pomogło. Nie pomagało również restartowanie iPhona i kilkakrotne reinstalowanie iTunes. W akcie ostatecznej desperacji pozwoliłem mu na usunięcie aplikacji. Po tym fakcie zdecydowałem ściągnąć wszystkie aplikacje poprzez iTunes i na dysk komputera. Teraz na szczęście wszystko ładnie śmiga i nic się bez powodu nie usuwa.

Dotknij moją Retinę !

Apple przeszło samych siebie tworząc Retinę. Wyświetlacz idealny. Bije wszystkie LEDy, AMOLEDY, SUPER AMOLEDY na głowę. Żaden komórkowy dotykowy wyświetlacz nie dorasta Retinie do pięt i nie przesadzam. Reaguje na najdelikatniejszy dotyk, ma świetne odwzorowanie barw, bardzo wysoką rozdzielczość przez co widać nawet najdrobniejsze dopracowane szczegóły. „W praniu” sprawdza się znakomicie. Dzięki świetnej reakcji na dotyk, pisanie smsów bądź innych dokumentów na tym telefonie to czysta przyjemność, już nie wspomnę o tym jak szybko możemy to napisać. Oglądanie zdjęć czy też filmów w HD na Retinie to nie lada gratka. Wszystko na tym wyświetlaczu cieszy oko. Mało tego, nie rysuje się. Mam go już półtora tygodnia i ani jednej ryski, z żadnej strony. A nawet jeśli się stłucze i ekran się nie wyleje to działa dalej! Z taką samą reakcją na dotyk!

Say cheese.

Aparat w tym telefonie to też jest coś niezwykłego. Niby marne 5MPx. A jednak potrafi zrobić w miarę ładne zdjęcia, przy których może opaść nam szczęka. Nie testowałem go bardzo dokładnie, raczej pobieżnie. Fajnym elementem jest możliwość zrobienia zdjęcia HDR. iPhone robi zdjęcie i zapisuje dwa pliki, normalne zdjęcie i przerobione HDR. Poniżej próbka.

Pierwsze normalne, drugie HDR. Rano była ładna pogoda więc stwierdziłem, ze to idealna pora aby przetestować tą funkcję. Efekty widzicie sami. Czasami myślę sobie, że to drzewo specjalnie urosło tylko tyle aby zasłonić mi widok z okna… Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć zdjęcia w pełnym rozmiarze proszę śmiało pisać w komentarzach, podam linki. Filmów w HD jeszcze nie kręciłem, ale warto wiedzieć, że jest taka możliwość. W najbliższym czasie powinienem nakręcić jakąś próbkę, jeżeli tak się stanie wrzucę ją na YouTube i podam link na Twitterze także obserwujcie ćwierkacza.

„… tak jak na elektrycznych tylko bez fuzza… trzeba gęściej ręką…”

Jak każdy iPhone, także czwórka posiada aplikację iPoda. Możemy w niej oczywiście odtwarzać muzykę i filmy. Skupię się bardziej na muzyce. Jabłko 4 ma dwa głośniki zamontowane po obu stronach wejścia kabla usb. Grają czysto, bez szumów, nawet przy maksymalnej głośności. Grają dużo głośniej niż poprzednie modele co mi się bardzo podoba. Oczywiście imprezy z nimi nie zrobimy, ale gdy podłączymy pod jakiś lepszy sprzęt grający to możemy spokojnie nagłaśniać sylwestra we Wrocławiu. Tak jak wspomniałem, dźwięk czysty bez jakichkolwiek szumów. Słuchawki, no właśnie. Jak wiecie, bądź nie, ukoronowałem słuchawki od Samsunga Omnii jako najlepsze słuchawki do telefonu jakie kiedykolwiek miałem. Czy zmienię zdanie? Słuchawki dostarczone z iPhonem są białe. Zwykłe najzwyklejsze słuchawki, na uwagę zasługuje tutaj pilot do pogłaszania i przyciszania muzyki i odbierania rozmów. Jest umieszczony na jednym kablu, smukły kawałeczek plastiku, jednak bardzo stylowy. Z początku myślałem, że jest dotykowy ponieważ był zbyt płaski na jakiekolwiek przyciski. Nic bardziej mylnego, w tym kawałeczku umieszczony jest mikrofon do rozmów i trzy przyciski. Jest to plus ponieważ nie ma potencjometrów, które się nie wycierają i co za tym idzie nie psują się. Jakość dźwięku też jest bardzo dobra jednak bas jest troszkę słabszy niż w słuchawkach od I900. Tutaj mały minus. Słuchawki te mogłyby być ex aequo na pierwszym miejscu z Omniowymi gdyby były dokanałowe. Mniejszy bas nie przeszkadza mi tak bardzo. Ja mam chyba bardzo dziwnie zbudowane uszy ponieważ takie słuchawki powodują ich ból, a jeżeli go nie czuję to znaczy, że wypadły mi z uszu. Dlatego planuję kupić Sennheisery CX 400.

First look.

iPhone jako sam telefon zrobił na mnie świetne pierwsze wrażenie. Nie zaliczam tutaj iTunesa i Ery bo to tematy na osobne rozmowy. Jak na razie spisuje się znakomicie i mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej. Po pobieżnym ogarnięciu prawie wszystkiego co oferuje ten telefon mogę go szczerze polecić wszystkim, którzy potrzebują multimedialnego kombajnu. Telefon spisuje się świetnie w każdej sytuacji. Nawet kompas działa jak należy co do stopnia ! Z tym telefonem nie zginiecie. Co najwyżej on może zginąć Wam przez Waszą nieuwagę. W następnych wpisach co jakiś czas będę opisywał wybrane aplikacje i odkrywał kolejne funkcje tego potwora. Na dziś to już koniec. Mam nadzieję, że jak zwykle nie zanudziłem nikogo.

Czekam na Wasze komentarze ! Piszcie śmiało !

Pozdrawiam.

Reklamy